Sztuka drogą przeznaczenia

Foto: Karolina Wojciechowska

Drogi Czytelniku
Jeśli tu dotarłeś i chcesz wiedzieć, co możesz tutaj spotkać, jako osoba tworząca zarówno tę przestrzeń, ale i oferowaną, stworzoną przez siebie sztukę i inne działania, które, mam nadzieję, zostaną w związku z tą działalnością artystyczną i społeczną zainaugurowane i realizowane, winnam Ci jestem słowo. Nie tyle nawet słowo o sobie, ale czym dla mnie ta działalność i sztuka jest, i kto z Państwa może odnaleźć pokrewność tego, czego w sztuce najbardziej szukamy.

Jako mecenatka własnej sztuki czuję się w obowiązku, abyś miał/a świadomość tworzonej przeze mnie materii, zagadnień, przekonań oraz formy, właśnie po to, aby Twój wybór spotkania się z moją twórczością był wyborem świadomym.
Nie stoją za mną żadne machiny, które będą napędzać moją działalność artystyczną ani popularyzować ją czy mnie, jako jej twórczynię.

Ponieważ po bardzo długiej i trudnej drodze życiowej i artystycznej, jaką przeszłam, podjęłam decyzję o nowej drodze twórczej, ale przede wszystkim o samorealizacji własnej twórczości i związanych z tym działań. O tym, aby, jak już wcześniej wspomniałam, zostać kreatorką własnego losu i mecenatką własnej sztuki.
Dlaczego ?
Dlatego, że prawa związane z obiegiem działalności artystycznej w tych czasach i w tym kraju są dla mnie zbyt zmechanizowane, strywializowane i zbanalizowane.
Zależność od głównego kryterium w dzisiejszych czasach, opłacalności i tak zwanej łatwości przyswajalności przez instytucje realizujące materię sztuki w tym kraju, a także wbrew temu, o czym głośno krzyczą środowiska artystyczne, każda inność, każda odmienność, każda odwaga bycia sobą, wyrażania się poprzez swoją indywidualną wrażliwość i kreatywność wcale nie jest wspierana ani propagowana, jest wręcz przeciwnie. Utarte kanony, style, formy, przekonania i jeden główny, przebijający się nurt twórczości niszczy, sprawia, że niszczy się każdą odrębność, inność i odwagę samodzielnego myślenia, i prawo do własnej indywidualnej twórczości.
Wszystko ma być obliczone na przychód, tanią, kolorową popularność, medialny szum, a także poparcie i uznanie tych ważnych, tych, które owe środowiska twórcze kreują.

Być może dziesiątki, a nawet setki bardzo zdolnych ludzi porzuca drogę sztuki, porzuca siebie i swoje marzenia. Nie mają siły, by przebijać się przez szczelnie zamknięte kręgi, by udowadniać potrzebę ludzi w odbiorze ich sztuki, zwłaszcza debiutanci czy osoby kreujące sztukę niżową, artystyczną, wymagającą od odbiorcy skupienia, zaangażowania, czy innych refleksji. Zbyt odmienna wrażliwość i odwaga własnego głosu w twórczym nurcie są zbyt niebezpieczne i zbyt dziwne, by pomóc takim osobom zaistnieć z własną twórczością w przestrzeni publicznej. Mimo oficjalnych deklaracji takich instytucji czy osób publicznych jest to bardzo, bardzo trudne.
Mi też, ale coś każe mi walczyć pomimo tego. Nie wiem dlaczego i nie wiem, skąd przychodzi ta niezłomna siła, to szaleńcze przekonanie, że warto, że trzeba, że to ma sens. Bo ma, zawsze ma. W hołdzie własnej duszy, marzeniom podjęłam decyzję, by wykorzystać najbardziej wolną i niezależną przestrzeń komunikacji siebie i własnej twórczości, jaką jest internet i możliwości, jakie daje, by siebie Państwu, a raczej to, co stworzyłam, przedstawić. Wierzę, że to, o czym opowiadam, jest wartością, która może zmieniać nasze życia.
Zawsze odmienna, zawsze z boku, zawsze zbyt inna, by w masowości i wyznaczonych artystycznych kanonach i trendach odnaleźć przynależność.
Sztuka jest, zaraz po moich ukochanych psach, moją największą miłością. Sama możliwość tworzenia, wejścia w wewnętrzną przestrzeń Ducha, który z niewidzialnego przemienia w widzialne, wchłania w coś niepojętego i niewiadomym sposobem uruchamia zupełnie inną sensoryczność widzenia, poszerza bezgranicznie optykę, a także samoistnie znajduje środki, by to, co w tej podwodnej rzece naszych serc i myśli płynie, opowiedzieć.By ból, niemożność, przemoc, swoje marzenia, intymność zawrzeć w czymś, co i po nas zostanie, ale co siłą intencji tworzenia, ważności, prawdy, talentu ma szansę komuś drugiemu coś dać, dać ocalenie. Jesteśmy przecież w tym, co najgłębiej, bardzo podobni.

Park i jezioro Trzesiecko, Szczecinek. Foto Kamila Wojciechowicz

Bo sztuka, tak jak natura, ma niebywałą siłę rażenia i jako jedyne są w stanie oddać odwieczne prawa świata nami rządzące, prawa życia i śmierci, piękna, możliwości przetrwania po największych rozpaczach, utratach, nieść ukojenie. Przeglądania się w nich, by dotknąć tajemnicy istnienia, jaką jest świadomość życia i siebie w tej mijalności czasu, życia i nas.
Tam jest to, co nas cieszy, czego szukamy, o czym skrycie marzymy, i tam, w tej przestrzeni, dokonuje się i akt poznania, i akt świadomości współtworzenia siebie i świata w danym nam czasie.
Sztuka i natura jako jedyne też mają moc wytrącania z tego, co znamy, z tego, w czym żyjemy. Bywają krzykiem, bywają milczeniem i zachwytem, bywają motywem, który pozwala nam, mimo przeróżnych przetrąceń, pobić, dać siłę do życia, dać odwagę, by odkryć, kim jestem, czego pragnę i jak tak naprawdę chcę żyć.
Bezkompromisowość własnej wypowiedzi, wybranej formy, bezgraniczna szczerość i uczciwość, obłąkańcze oddanie temu i odwaga podzielenia się tym z Państwem to właściwie jedyne i najważniejsze wartości mojej artystycznej postaci i twórczości.
Wierna im jestem od zawsze, nawet za cenę odrzucenia czy brak masowego poplecznictwa, który zmusza do, uwierzcie mi Państwo, morderczej drogi, by wyprodukować samemu coś, nad czym pracuje w normalnych instytucjach wiele osób.
Sztuką żyję od dziecka, w tym, na co pozwala, jak bardzo jest wolna, jak święta, jak prawdziwa, jak wspólnie z naturą właśnie pozwala dotrzeć do tego, co w człowieku niepojęte, mówić o rzeczach, które wszystkich nas zajmują najbardziej, a to zawsze jest to samo, to są emocje i nasz stosunek do najważniejszych praw, zjawisk i zagadnień życia i śmierci. Do tego, co bardzo, bardzo głęboko w nas domaga się ujścia, wolności, wypowiedzi.
Jest też ciągłym procesem poznania, przekraczania siebie, a co za tym idzie wzrastania. Zmienia się więc nieustannie, chociaż jej główne podłoże pozostaje bez zmian. Chęć tworzenia, chęć zrozumienia, nabożność tej wewnętrznej, z której płynie, przestrzeni, walka o nią.
W moim przypadku sztuka okazała się drogą przeznaczenia, materią, która ocaliła mnie i moje życie. Najpierw kochałam bardziej ekspresyjne wyrażenie emocji i własnej wrażliwości w deklamacji mówionych na szkolnych imprezach i konkursach wierszach, w tańcu. Potem właśnie z mojego niezwykłego, prowincjonalnego, korzennego miasteczka wyruszałam do wielkiego świata, by mieć możliwość i edukacji i przynależności do niego jako aktorka. Ale zanim zrozumiem, że to ja sama tworzę tę przestrzeń i ja jej nadaję wartość i ważność, skonam wiele razy, bardzo boleśnie.

Po PWST we Wrocławiu na wydziale aktorstwa dramatycznego przez wiele lat pracowałam w Teatrze Nowym w Łodzi, gdzie przywiódł mnie właśnie mój los, po to, by mógł się wydarzyć.
Przez wiele lat mojej teatralnej i epizodyczno filmowej pracy, gdzie miałam okazję spotkać wielkich twórców i wielkie artystyczne postawy, które mnie jako artystkę ukształtowały, a także nigdy nie pozwoliły mojej artystycznej odmienności i wrażliwości, zbyt dziwnej ekspresji zginąć. A był to angażujący mnie do teatru, nieżyjący już Grzegorz Królikiewicz, czy Marcin Jarnuszkiewicz, a także kilku innych teatralnych głównie twórców, z którymi miałam wielką przyjemność pracować i przypatrywać się ich prawom sztuki, które stały się także moim dekalogiem.
Ale przede wszystkim moja korzenność, wszystko, co z tego miejsca czasu, z tych pierwszych odkryć, poznań, więzi, relacji wydarzyło się w moim miasteczku, w moim domu, w mojej sekretnej przestrzeni serca i myśli, stało się fundamentem nie tylko mojej wrażliwości, amplitudy wewnętrznej emocjonalności, ale przede wszystkim stało się najważniejszym, nienazwalnym i niewytłumaczalnym wyrazem, fundamentem każdego mojego twórczego działania, mnie samej.
I kiedy na skutek różnych przeżyć wewnętrznych oraz najbardziej bolesnej, kobiecej i tajemniczej choroby krwawych łez, Endometriozy, porzuciłam mój były świat, a raczej on bezlitośnie porzucił mnie, a potem przyszła Śmierć. To pisanie właśnie pozwoliło mi się ocalić, pozwoliło mi, i jako kobiecie, i jako artystce ocalić się, właśnie po to, by mógł się wydarzyć świat, mój świat i los. Czy jest on czymś innym niż próbą sztuki świadomego aktu kreacji darowanego życia na duchowych korzeniach naszych domów, miast, marzeń i lęków?

I właśnie te tematy w mojej twórczości są motywem przewodnim.
Korzenność jako główny budulec każdej tkanki człowieka, jako zapis naszych emocjonalnych rajów i naszych największych ran. Ograniczeń, należności, potencjału. A także zapis najważniejszych ludzi w nas, ich bóli, ich przemilczeń, ich małości, ich szaleństwa, przekazywanych podskórnie traum, które owy los kształtują.
Ale też wszystko, co najwspanialsze, najważniejsze wartości, które wtedy się poznaje, właśnie w naszych domach. W oczach, sercach, krokach i słowach tych, z którymi dzielimy nasz świat. Ich i nasza wobec tego losu ułomność, nasze toczone noce i dni, które zapisują się w nas odwiecznym prawem mijania i cykliczności życia, które potem zamienimy na najbardziej drogocenną szkatułkę pamięci, która stworzy nasz najprawdziwszy i własny, po prostu nasz dom i świat. W którym nic nigdy nie umiera. A doznany w życiu ból rozpaczy i jej krewniaczka utrata wcale nie będą nas zabijać, a znajdą światy, które nas ocalą, znajdą nasz własny świat. Świat Ducha, który jest najprawdziwszym światem. Daje on bowiem tchnienie wszystkiemu, co jest, i on też nam je na ziemi odbiera, ale nie zostawia samym, odkrywa świat wszelkiego stworzenia, daje też zrozumienie tej szczelinie, która między światami, ludźmi, nami gdzieś wewnątrz jest.
Ból, rozpacz, utrata, człowiek w zderzeniu z tym, co najbardziej bolesne, zdolność przetrwania, ocalenie siebie, czucia.
Indywidualność człowieka, odwaga w poszukiwaniu własnej prawdy, własnego głosu. Stania się częścią aktu twórczego świata.
Natura ludzka, wszystko to, co najbardziej wymagające, ukryte, mroczne, namiętności, które są historią ludzkiego obłędu, jego zmagania z nimi, z samym sobą. Jego uczciwość wewnętrzna lub jej brak.
Cywilna odwaga do codziennych manifestów własnych wartości, a przede wszystkim odwaga, by wyruszyć w głąb tej wewnętrznej drogi, która przeraża, która zmusza do samodzielności, do weryfikacji wszystkiego, kim byłam, co wiem, by odkryć coś znacznie ważniejszego, siebie, swoją prawdę, swój głos. Bo tylko on rodzi, i nas, i ten, co po nas zostanie lub nie, los.
I wreszcie Śmierć jako najważniejsze zjawisko i prawo istnienia, które i życie zabiera, i życie zwraca, które jako jedyne, podobnie zresztą jak sztuka, nie uznaje kompromisowości, miałkości, głupoty, banału, sztucznych, odrażających schematów, wszechobecnej powierzchowności, która pod pojęciami nauki dusi ludzkie odruchy, zabija niezauważalnie wrażliwość i samodzielne prawo rozeznania, zamienia w bezduszność i rozłożoną jak pajęczynę widzenia przerażającą znieczulicę, a jako jedyna bezlitośnie obnaża nas. Prowadzi w światy, które są jedyną prawdą człowieka. Prawdą jego serca, myśli, Ducha, od której w ciszy intymności nie może uciec.

Będzie też poruszany temat i działania dotyczące Endometriozy, nazywam ją chorobą krwawych łez. Bo tak jak krew daje szansę na życie, ale jest drogą przez największy ból. I o tym bólu w tej chorobie będzie dużo, jak odbiera tożsamość, jak weryfikuje życie, jak oswoić własne kalectwo i ten nieustanny ból. Czy można przekuć je na wyzwolenie ? Czy może być szansą na drogę do siebie ?
O bezduszności medycznego i państwowego systemu wobec kobiet chorych na endometriozę. O braku świadomości społecznej i braku pomocy od lekarzy i Państwa. Jak przeżyć w tej chorobie ? Jak to życie w niej swoje odnaleźć ? Jak odnaleźć w niej przewodnika, nauczyciela, przyjaciela? Jak choroba może zmienić lub w ogóle zmusić nas do tego, by odnaleźć siebie, swoje życie, swoje prawa, swoje pasje, twórczość. Swój los.
O miłości do natury, zwierząt, o snach, żywiołach, wszelkich niepojętych, najważniejszych zjawiskach, które zmuszają nas, by wyłamać się z tego morderczego, zawłaszczającego pędu i trendów naskórkowości świata, która zawsze policzona jest na zasięg, ważność, tresurę, zniewolenie i zysk.

O niezłomności ludzkiej siły, siły marzeń.
O sztuce jako drodze przeznaczania, która potrafi ocalić każde życie, serce i los. Twój też może.
Intymna i szczera, wstrząsająca i prawdziwa, bo tylko taka ma jakość i sens.
Z prawem do swego indywidualizmu, własnych ułomności, w szacunku do siebie.

Sztuka jest wielką tajemnicą tak samo jak życie, mijanie i śmierć. Jej język jak oniryczność naszego istnienia, naszych marzeń, pytań i snów.
W hołdzie takiej sztuki, w hołdzie takiej postawy, takich znaczeń, wartości, form zrodziło się to miejsce, moja opowieść. W którą, głęboko wierzę, ma szansę przejrzeć się każdy, kto takich szlaków szuka.

A zatem, Drogi Czytelniku, wiesz już bardzo dużo, wiesz już, czego nie ma.
Nie znajdziesz też potocznych, liniowych opowieści.

Czas bowiem w każdym z nas w różne strony płynie, szarpany, urwany, bolesny, błogi, zachwycający, pełen miłości, marzeń, prawdy, tęsknoty, poszukiwań, wątpliwości, praw do błędów, porażek, rozdarć, wielkich bóli, niewyobrażalnych odrzuceń, rozpaczy, naszej wiecznej pamięci czas, który niespodzianie i w nas, i przez świat się wyłania, i tak poplątany, przedziwny, niezrozumiały, a zachwycający, bezkresny zawsze w nas trwa.

Jesteśmy przecież częścią niekończącej się, większej opowieści i ona w nas się toczy, w nas się wydarza, a potem na zawsze umarła, a żywa trwa. Wiecznie trwa.
Do świata swoich opowieści zapraszam Cię.

Dla wszystkich zbolałych, odrzuconych serc, dla wszystkich, którzy doświadczyli wielkich porzuceń, utrat, rozpaczy. Dla wszystkich, którzy czują zbyt mocno, są zawsze zbyt inni, dla tych, którzy pragną kochać, mają odwagę wyruszyć i stanąć w swojej prawdzie, walczyć o własne marzenia. Dla wszystkich, którzy chcą żyć. Żyć sobą, żyć prawdziwie, najpiękniej jak się da, najwspanialej jak się da, najbardziej szaleńczo, zwyczajnie, intymnie, tylko w swoim języku, sercu, we własnej odwadze.
Dla tych, którzy chcą przeniknąć tajemnicę istnienia.

Bo każdy świat zawsze przez nas się wydarza, warto o tym zawsze pamiętać, walczyć o możliwość własnej wypowiedzi, o swój własny, wolny i piękny świat.

Kamila Wojciechowicz.
18 lipiec 2023