ENDOMETRIOZA W PRZEŹROCZACH AKWAMARYNY


Ból. Przede wszystkim niewyobrażalny ból. Nie wiesz czego, nie wiesz skąd.
Po prosto się zjawia, wpływa, wnika w ciało jak niewidzialna siatka złowrogich zamyśleń, niechceń, niemocy.
Rozdęty brzuch, Kujące i żywe kropelki krwi jak nieodkryty jeszcze bardzo przebiegły gad, którego nikt nie zdążył odkryć i którego nie można zatrzymać.
Stale napierające, nieludzkich rozmiarów nagle pod wpływem bóli oszalałe albo jak w malignie pokrwotocznej narządy, walące od wewnątrz we wszystko, najczęściej w brzuch, a brzuch jak wielka rozległa o nieokreślonych kształtach kraina, w której wcale nie ma porządku, a te, które powinny być biologicznie ułożone podług nauk, narządy oszalały, zwariowały, a każdy z nich w swoim czasie, swoim obłąkańczym rytmem, formą, instynktem albo może właśnie jego brakiem pulsuje najpierw cicho, oszukańczo potajemnie, by już za chwilą uderzyć wielkim rozwarciem nowego tworu, który rodzi ból, coraz więcej bólu.
Ból tępy, ból ciągły, przenikliwy, ten napastliwy, dużych rozmiarów, w którym jak odległe asteroidy zintensyfikuje się bólem przewodnim, rozległym, duszącym, mordującym, rozrastającym się do niebotycznych rozmiarów, tylko w moim podbrzuszu, tylko w jednym ścięgnie nerwów, jednej komórce, która haczy łańcuszkiem przeznaczeń, przekleństw czy mądrości o kolejny, tworząc spektakularne wzory, które broczą ciemną, złowieszczą krwią. Tylko w moim brzuchu, tylko w mojej macicy, tylko dla mnie. Czyniąc cały wszechświat, wraz ze mną, pomylony, nieprzyjazny, ruchomy, punktowo, w sposób nieodgadniony i nieprzewidziany zmieniając miejsca, natężenie i objawy bólu, by dwulicowo przemienić się nagle w stały, deformujący, zawłaszczający mnie ból.
Ból tępy, jakby martwy, a żywy, głuchy, konający, ale wcale nie głupi, tylko mój, tylko każdej z chorych na Endometriozę kobiet ból.
Ból, który zabiera nasze życia i nas w tajemniczą, mętną rzekę Hadesu, naszych najsekretniejszych życia wód, w której lęki, strach, niemoc i kłamstwa, każde duże i małe zło użyte wobec nas, każda przemoc, upokorzenie, zdrada, oszustwo, uderzenie, ból i gwałt płyną w ciszy szarej masy czegoś, co świat nazywa Duchem, inni Bogiem, Prawdą, Wiecznością, Zaklętym Kołem Czasu, utkanym z naszych pomylonych na jawie snów, które rodzą krew i ból. Rozdrapują go ostrzem od wewnątrz, tworząc żyjące, troglodyczne skrzepy, dając tym samym jeszcze silniejsze przeszycie siebie czy czegoś, co wymyśliłam, a w co stale uderza ból.
Brunatno przypalone wysłużoną, obumarłą już krwią ogniska zamieniają się w Etny, setki, tysiące, żyjących we mnie uśpionych wulkanów, w których wewnątrz płynie ona, nieokiełznana, rozlewająca się na wszystko, żyjąca już całkiem osobno, jak piekielny, wciąż żywy wydech wawelskiego smoka, lawa, która w kotle naszych ciał, losów i macic miesza te, które winny być obumarłe, a są złowieszczo wciąż żywe i krwawią, i ranią, nieustannie rodząc krew i stały, niewyobrażalny ból, i łzy.
Endometrioza, choroba niewyobrażalnego bólu, tajemnicza siostra bliźniaczka, która chce żyć naszym życiem zamiast nas.
W Polsce jest ponad milion chorych na Endometriozę i Adenomiozę kobiet
Kobiet, w mojej ocenie, pozostawionych samych sobie, z szumnym prądem medialnym, reprezentowanym przez mi z kolei postawy obce, działające wbrew naturze, wbrew wewnętrznej prawdzie kobiety, życia, naszej najcichszej, najintymniejszej krwi.
Reprezentowane poglądy, w których główna narracja to hormonalne leczenie zatrzymujące prace naszych macic, ma nas wprowadzić w rodzaj znośnego letargu, który pozwoli nam żyć, pełnić funkcje przydatne społecznie, a nawet wykazać się w wytresowanych, modnych czy pożądanych rolach kobiet, a jakże, kochanek, zdobywczyń świata, a przynajmniej znośnie radzących sobie, no właśnie, nie wiadomo z jakim życiem, tym, które się rozpanoszyło plastikowym szkiełkiem ekranu, tak sprytnie, że to prawdziwe, to złożone z człowieka, zachwytu, świata, oddychających wolnością nozdrzy, komórek i naszych stale pragnących kochać serc, poznikało z ludzi, zostawiając martwe dusze, taki gnuśny człekopodobny cień.
A może życie tych wszystkich owych ważnych, prominentnych, modnych albo uczonych, którzy sączą się nieustannie z tych szklanych, głupich ekranów, będą mówić o tym, co jest ważne, słuszne, dobre, jedyne, właściwe, a co nie.
Tłocząc i formatując nas w masy o bliżej nieokreślonej płciowości, naturze, zmieniające się tylko po transzy wyświetlanych nam różnych wypukleń ciał i twarzy ludzi jako pstrokate, zupełnie nieszkodliwe, choć bywa, że ziejące wielkim złem, chamstwem, złoczyństwem i głupotą, gdzie człowiek zamienia się w trującą powierzchowność, przyzwoitą, obywatelską, aktualnie bardzo trendy, wybiórczą empatię, inaczej, chropowatą chorobę cywilizacyjną rozpoznaną pod nazwą egoistyczna ludzka skostniała, wygodnicka obojętność albo obojętna martwość.
Kobieta z Endometriozą musi zostać poddana rozmaitej i rozległej, drogiej w eleganckich pokojach prywatnych klinik, szpitali albo wręcz odwrotnie w obrzydliwych łapach, tępych fartuchach lekarzy, diagnozie, którzy będą ją przerzucać z miejsca na miejsce, z gabinetu do gabinetu, będą wkłuwać jej igły, wciskać na siłę rurki i pompować ból, czyniąc sumiennie albo właśnie na odwal, nieudolnie, niefachowo, albo w zemście za to, że w ogóle jest, diagnostykę wędrującej jak bezpański pies porzucony na wsi w tę i we tę krwi.
Potem będą groźby, tubalne tony, wskazania, przeciwwskazania, usunąć macicę, laparoskopia ginekologiczna, zamiast łykanej łapczywie tabletki przeciw bólowej, no i królowa, nieodzowna oszustka kobiecego serca i życia, hormonalna terapia na zatrzymanie okresu, żeby nie bolało, żeby było sprawniej, żeby było znośniej w nie wiadomo którym życiu, żeby zagłuszyć każdy odruch serca, duszy, prawdy, jakiejś pierwotnej mądrości, która mieszka w cyklu czerwonych wód macicy, które stają się naszą sekretną mocą, stają się Tobą, stają się mną.
Prawda. Fałsz. Uśmiech. Przewrotność. Uderzenie. Fałszywy głos. Trudny do zidentyfikowania dźwięk, który potrafi przebiegle milczeć, który każe głośno krzyczeć, który cierpi, który kona, który rodzi Ciebie i mnie, życie i śmierć, magię, moc i przejście do swoich prawd, i ból.
Ten sam, który naprowadza na czucie, na prawdziwy trop, ten, którego, gdy go rozpoznasz, już nigdy z niczym nie pomylisz, ten, który rodzi ciszę, z niej Ciebie i mnie, ten, który w prawdę i wolność przemienia, właśnie on, wnikający w najgłębsze odmęty każdej z naszych odsłon – Ból.
Ten, który chce tworzyć, Ten, który jest niszczony, upokarzany, tłamszony, ten głos naszej konającej prawdy, który wybija w nas naszą godzinę powstań. Ten ból.
Zostawione same sobie, pozbawione debaty społecznej, z tak żałośnie śmieszną listą świadczeń refundacyjnych, bez najważniejszych wsparć, które mogą zatrzymać kalectwo, które mogą pomóc w tej najtrudniejszej drodze do siebie, tak zepchnięte, uciszone, tak jakby nas nie było wcale, a był tylko chodliwy i modny temat w pstrokatych słusznością i jedyną powinnością kwadratowych ekranach telewizyjnych, właściwych i powszechnie przyjętych ciągów myślowych podanych zgodnie z aktualnym trendem poważań, uznań, przekonań i, co najważniejsze, mód.
Nikt nie zna tego prawdziwego życia kobiety z Endometriozą. Jest niemodne, niepotrzebne, nie wygląda fikuśnie, nie ma poparcia, ach, nie ma zapotrzebowania na żadną z upchanych w tym bólu prawd.
Społecznie nie ma miejsca na niewygodę, nierentowność, nieprzydatność albo wybrakowanie systemowe takich kobiet.
Nie ma miejsca na właściwą pomoc, szacunek, opiekę. Po prostu nie ma miejsca w tym świecie na niepotrzebny nikomu, rozpanoszony w kobiecie, z którym niewiele można zrobić, ból.
Bo to jest opowieść o wielkim bólu, o życiu z niewyobrażalnym bólem.
Bez maski, bez chęci zaprzeczenia czy wpasowania się w wymagane tresury i normy, bez chęci przypodobania się.
To jest historia, którą pisze niewypowiedziany, zadany zbyt precyzyjnie, by sam mógł o sobie zapomnieć, ból.
Przeźrocza Akwamaryny to pierwsze, tak autentyczne ujecie tego tematu w sztuce, w literaturze. Niewygodne, zbyt szczere, zbyt przeraźliwe, natarczywe i rozpychające się w zdaniach, myślach, jak pulsujące wszczepy rozdrapującej życie oszalałej macicy krwi.
To próba zrozumienia roli i znaczenia tej choroby w swoim życiu.
Głęboko wierzę, że wszystko, co manifestuje się w nas, jest wyrazem całego złożonego kalejdoskopu wielowątkowości różnych naszych aspektów, niezgód, martwych zdarzeń, myśli, zbyt bolesnych przeżyć, wspomnień i tego wszystkiego, co sieje w nas deptany, tłamszony, niszczony, pozbawiony głosu ból.
Przeźrocza Akwamaryny przez pryzmat najbardziej bolesnej choroby, która uśmierca ustanowione odwiecznie przez system dla kobiet role, o sobie wyobrażenia, te, które miały nieść nas przez życie, marzenia, nasze wizje, nasze sny, opowiada o tym, jak to jest, gdy w Twoje życie wkracza deformujący Cię ból. Każe skonfrontować się z każdym odłamem zabijającego bólu, by odkryć coś więcej, odwieczną prawdę, jaką w kobiecie niesie zaklęty sekretnie w macicy bijący sercem odwiecznych gwiazd tajemny życia puls, który nigdy się nie kończy, który stwarza dobro, piękno, niemal wszystko to, co jest; kobiecość, majestatyczność, magię, tajemnicę, stwarza nas; Ciebie, mnie.
Przeźrocza Akwamaryny to najbardziej przenikliwy portret rozdartego serca.
To wielowątkowa opowieść o przemijaniu, bólu i wielkiej wierze w marzenia, które niosą ocalenie.
Przeźrocza Akwamaryny to opowieść, która wykracza poza literaturę.
W której Endometrioza zajmuje jeden z głównych wątków. Jest szlakiem prowadzącym do siebie.
To brutalnie szczery obraz kobiety, którą zawłaszczył zabijający, z wędrującą zbyt krwawo macicą, ból.
To wielki manifest bólu i walki o siebie, o swoje marzenia, o to, by głos kobiet chorych na Endometriozę, kobiet żyjących w niewyobrażalnym bólu, kalectwie i dysfunkcji wielonarządowej był wreszcie słyszalny.
Ale nie ten wylukrowany, jedyny, słuszny, nie ten, który grzmi albo ładnie się układa z wyuczonych ust, nie ten, który jest oddalony o mile prawdy, ale ten który jest rozdartą raną żywej, pulsującej, najbardziej bolesnej, odciętej od siebie, a przewodzącej w systemie nerwowym kod naszych wyzwoleń krwi.
Życie kobiety z Endometriozą jest o wiele bardziej złożone, bolesne od tego medialnego obrazu. Bo jest to życie, na które pozwala i wyznacza ból.
Nieprzespane noce, bo rozpycha się wewnątrz ból, trudność każdego kroku, bo podstawia mu nogi szyderczo, złowrogo ból.
Nieporadność czy niemożność bycia w ogóle, zabijana bólem, który deformuje i nieludzko wygina, kobiecość.
Zgaszone życie, rozsypane marzenia i nieustanny ból.
Brak wsparcia systemowego, brak systemowych rozwiązań, brak dostępu w ramach NFZ do terapii znoszących ból.
Brak zainteresowania, brak świadomości, brak szacunku dla życia kobiet połkniętych przez niezrozumiały ból.
Co musi się wydarzyć, zanim system państwowy zacznie poważnie traktować te chore kobiety?
Kto musi krzyknąć? Jak głośno? Zanim dostęp do tych specjalistycznych badań, zabiegów będą miały kobiety w całym kraju, także te, z małych miejscowości?
Co musi się stać, żeby system uznał tę jednostkę chorobową za wykluczającą z życia, tak by chore nie musiały żebrać o pomoc?
Co musi się stać, żeby manualna fizjoterapia ginekologiczna znosząca ból i mogąca opóźniać czy nawet zatrzymywać rozwój choroby była refundowana?
Co musi się stać, żebym przestała być petentką w przychodni, zakładniczką swojego życia, intruzem na wizycie lekarskiej, a nie zaniedbanym przez system zdrowotny kaleką, którego nigdzie nie można wysłać, należy się go tylko niezwłocznie pozbyć, by omijać zbyt bolesny takich kobiet niewygodny, niepotrzebny cień.
Dlaczego nasz kraj nie ma empatii wobec tak ogromnej liczby kobiet, by stworzyć prawdziwe ośrodki referencyjne, gdzie każda z nas, bez względu na status majątkowy otrzyma pomoc, rozległą, fachową opiekę na każdej płaszczyźnie. Bo każda płaszczyzna wpływa na rozwój i przebieg choroby, ciało, dusza, serce, emocje, fizyczność, to, co pogrzebane. Człowiek, w tym także kobiety, to bardzo złożony twór.
Dlaczego nie ma debaty społecznej? Dlaczego bzdury są dużo bardziej istotne? Dlaczego brak jest walki ze strony kobiet o refundację tego, co naprawdę jest ważne?
Przeźrocza Akwamaryny to próba odpowiedzenia na pytanie, co przynosi ze sobą taki ból, co odkrywa, co daje, a co zabiera, w co nas przeistacza.
To pierwsze przedstawienie głosu chorej kobiety w sztuce.
Kobiety, która próbuje zrozumieć i odkryć, o czym mówi i dokąd prowadzi wyjący z jej ciała, czerwonych strzępów krwi ból.
*
***
Każda śmierć, nawet ta najbardziej bolesna, niesie pędy nowego życia.
Każdy, nawet ten, co przeprawia nas przez Hades, ból jest wnikaniem w odwieczne,utkane z Ducha wrzeciono czasu, które niesie wyzwolenie, tę najjaśniejszą warstwę prawdy o życiu i o nas samych, do której prowadzi ból.
A skrzydła aniele niech będą krzykiem tych, co mają siłę i odwagę krzyczeć, by ta walka każdej chorej z wielu milionów kobiet miała sens.
By zamieniła się w pomoc każdego państwowego systemu i opiekę.
By nie wyrzucała tych niepotrzebnych nikomu kobiet w przemijającą bez znaczenia szarość.
By taki krzyk był otwarciem ramion, opoką, anielim skrzydłem Boga, Czasu i Życia zamiast wykluczenia, pomijania i tych wszystkich okropnych rzeczy i naszych bardzo powoli płynących wąską stróżką krwawych bezgłośnych, co chcą opowiedzieć o sobie, życia łzach.
Zapraszam każdą z kobiet do mojej opowieści.
Być może będzie to coś, co pozwoli Ci pełniej, jaśniej żyć.
Zrozumieć, a na pewno oswoić, przyjąć, przejść przez niezrozumiały innym, snujący własną opowieść ból.
Bo każdy ból ma swoją historię do opowiedzenia o nas samych, by jaśniej, by w ogóle było możliwie żyć.
Bardzo inne. Bardzo osobiste. Intymne.
Zbolałe, nagie, kochające zbyt mocno i czujące za bardzo poranione i bijące inaczej serce, które mimo wszystko chce kochać, tworzyć i marzyć.
Bo marzyć to znaczy żyć.

O czym śnisz w swoim bólu, kiedy nikt nie patrzy?
Dokąd płyniesz w nim, kiedy kołysze Cię ten anieli losu i Boga, przemijania puch?
Co zakwita na krwawej ziemi niewyobrażalnego bólu?
Co chce schronić? Co odkopać? Los. Marzenia. Serce czy Ból?
Pamiętaj. Masz tylko to jedno życie na siebie, na marzenia, na ten, co odkryje Twoje serce i Tylko Tobie pisany jest, czas i los.
Kamila Wojciechowicz Sierpień 2025
Praca plastyczna na fptografiach wspólna – Kamila Wojciechowicz, Izabela Mirecka
Fotografie – Izabela Mirecka
Przeźrocza Akwamaryny Tom 1 dostępny także w wersji audiobooka.
Dostępny w Audiotece
Zapraszam Cię na fragment o Endometriozie.
