Spirala dobroci- odnajdź sekundę prawdy o sobie

Wpis przeczytany: 110 razy

 

To miał być zwyczajny letni spacer w zwyczajny bardzo upalny wieczór. Taki spacer, kiedy zwyczajnie chcesz podziękować za wszystko co masz, za miłe słowa, które przyszły niespodziewanie, za uznanie tego co robisz, chcesz podarować psu trochę radości, by mógł wyganiać się w nieco większej niż osiedlowa przestrzeni.

I było miło, dotyk wiatru, duża wdzięczność tego, że mogę bawić się na trawie i patrzeć jak śmieje się mój pies, przyjdzie Pan wieczór parkowy, obejmie nas. Nawet wszystkie smutki wydawały mi się sporo mniejsze i całkowicie rozwiązywalne w tamtej chwili błogość, radość, park pomału zaczyna być cichszy, fala zgiełku odchodzi i nagle widzę go kątem oka. Starszy, brudny, biedny, jakiś okropny bezdomny, wyglądający tak, że każdy z was zwyczajnie chciałby odsunąć się, oddalić, uciec spojrzeniem, może to jakiś pijak chodzący po parku z białą reklamówką w której jest cały świat, na pewno złoczyńca, napadnie, okradnie, myślę. Jakiś cień człowieka zmęczonego, przegranego, straconego. Widzę jak kątem oka dochodzi do młodej pary siedzącej randkowo na trawniku, przegoniony brakiem pomocy i zimnym spojrzeniem, przegrany ledwo toczy się w moim kierunku. Spokojnie, nieśmiało, jak pobity pies skamlący, bez wiary zmierza w moją stronę, w kierunku mojego letniego uśmiechu, który przyszedł niespodziewanie, w kierunku moich rysunków jasnych, malowania ich kolorem wiary i tak wielu odcieni pięknych możliwości, chce mi w ten piękny wieczór wejść brudny, oblepiony potem, w płaszczu beznadziei, biedy i tego wszystkiego na co patrzeć nie chcemy, bo jest brzydkie, przegrane, czasem śmierdzące, odpychające. Odrzuciło mnie kompletnie, gdy zbliżał się, wiedziałam, że na pewno będzie prosić o pieniądze, odepchnięta tym niemiłym wyglądem uciekłam, odpędziłam, przegnałam jak owada, który z góry skazany jest na pozbywanie się go. Coś okropnego pomyślałam pijak, biedak zakłóca ludziom chwile wytchnienia, nagabuje pewno zbiera na wieczorną porcję alkoholu, ohyda- tak pomyślałam. I widzę jak potoczył się dalej w kierunku ławki do dziewczyny w okularach, która czyta książkę, też go raczej zbywa i odchodzi od niej zgnieciony, coraz bardziej stulony do ziemi od skwaru słońca dnia, od ludzi, niewidzialnej ściany na której z jednej strony my- czyści obywatele, zazwyczaj wykształceni ekonomicznie i moralnie, z rekomendacją na wszem i wobec, a zwłaszcza wobec cierpienia ludzkiego empatyczni, z chęcią pomocy na słabość drugiego, może nie z wrażliwością, bo to szczera potrzeba czystego serca, ginąca dziś, która wymaga chęci podróży w tym kierunku, ale w zwykłej społecznej, bo tak wypada powinności, zwłaszcza jeżeli plasujemy się w tak zwanej choćby średniej szczeblu drabinie, gdy fundujemy sobie poczucie tego, że jesteśmy lepsi, że włożyliśmy doń choćby i sowity, ale nasz grosz, więc możemy kupić sobie na chwilę przymiotniki dobroci, a nawet wielkodusznej przez sowitość daru szczodrości. Och jak jesteśmy lepsi, mądrzejsi, ważniejsi, ładni w modnych uśmiechniętych przez to rzeczach.

A on odchodził żwirową ścieżką w swoje przegranie, jakby całkiem tonął w tej biedzie, swojej beznadziei. Za ścianą jest świąd, bólu, nieporadności, nieprzydatności, świata nie rozczytania, brzydoty pełnej głębokich bruzd, zmęczenia twarzy, które zasłużyło według siebie tylko na trud tego, co toczy świat, zza ściany dochodzi odór biedy przegrania, tułaczka cienia, ma lepki, stęchły, duszno potny zapach i smak, musimy szybko, bez zatrzymania odwrócić się, pijak, bandyta, śmierdzący, przegrany, sam sobie winien, stary dziad, stary jak narośl bulgocząca w biedzie i tego czego nie ma, uciekasz sobą szybciej, szybciej, żeby tylko na Ciebie nie przeszedł ten świąd. Nie, nie, tak nie wygląda bieda w Twoim obrazie choć nieco wyblakły to jednak jakiś bardziej wyjściowo biednie ma kształt, skamlący o prośbę ku Tobie, bardziej taki przekonywający, prawda ?

Uciekasz od tego kto w odrzuceniu tonie, śmierdzi, beznadzieją swoich czarnych smół, prawda ? Tego nie ma -?-. To jest samo zło. Co mnie tak naprawdę obchodzi taki ktoś.

Co mnie obchodzi…A kim ja jestem ? Co więcej od niego mam ? W czym jestem lepsza ? Czy mam większe prawo do życia ? W czym bardziej wspaniała ?

Przypomniała mi się opowieść mojej osiedlowej, psiej, serdecznej znajomej, która przygarnęła do domu z ulicy dziadka. Jak to ? Z ulicy, obcego człowieka do domu wzięłaś ? Umyłaś, ubrałaś, nakarmiłaś, pomagasz, troszczysz się, o takiego z ulicy nędzarza ? Spytałam, bo jednak moje okręgi dobroci nie zagarniają do wewnątrz takich życia ułamkowości. Czy Ty się, no jakby to ująć, nie brzydziłaś ? pytam . Patrzy na mnie z prostym, szczerym uśmiechem oczu – Serce pękało, to jak mogłam inaczej, a wiesz mówi, jak on pięknie opowiada teraz o swoim życiu, nieszczęściach, rodzinie, wojnie, pomożemy mu, powiedziała. I wracając z tego spaceru odkryłam coś tak niebywale odważnego, ludzkiego, wielkiego, zawstydzona tym, że ktoś kto żyje obok ma w sobie wielkie pokłady dużego ducha, niż pomyślałbyś, że tylko miły jest znany Tobie ten ktoś, a jednak bym nie pomyślała, że można mieć tak piękne, otwarte, uważne serce na co dzień, serce bez barier, ocen. Jej rola, ona i trąd nędzarza nie czyni ją lepszą, bardziej umoszczoną w sobie, zwyczajnie wyczuła prośbę duszy starszego człowieka znalezionego gdzieś na ulicy, których mijamy tak wielu każdego dnia zamiast pisać o pomocy, zasilać swój pakiet wspaniałości wrzucając na fejsbuku listę kolejnych ofiar bez końca, wygłaszać tyrady o potrzebie reakcji teraz, natychmiast. Po prostu zrób to.

Pomyślałam wtedy o niej o jej pięknym odruchu serca, o jej naturalnym, wręcz unikatowym dziś człowieczeństwie i poczułam mocno dobroć. Kim jestem, żeby tak oceniać kogoś ? Kim jestem, żeby nie być człowiekiem prawdziwym na wskroś?

Wciąż się oddalał zaczepiając kolejną osobę, jakiegoś młodego mężczyznę, zawieszając się na nim, żeby całkiem z tego wypalenia żaru się nie złamać. Poczułam w przestrzeni wielkiego, cierpliwego, uśmiechniętego Anioła, który przy nim stał i w tej sekundzie zobaczyłam swoją małość, zaściankowość, bezdźwięczność serca, jak mogłam tak? Jak mogłam kogoś tak ocenić, uciec jak przed dżumą od kogoś kto cierpi, prosi, jak można odwrócić oczy od biedy, której postać wszelaką znam, bo miała zbyt odpychający w swej aurze świąd. Ta sekunda otworzyła mi bezkresną dobroć, która jest w nas zawsze, jeśli wyjdziemy z tych domków pobudowanych wewnątrz nas, ta sekunda to nasza istota człowieczeństwa, nasza cudowność, odwaga, hojność dla nas, dla siebie, dla świata, ta szczelina, sekunda prawdy, w tej chwili wyjęłam z portfela jakiś grosz, niech będzie choćby i na piwo, myślę, to jego wybór, nie moja sprawa, pobiegłam szybko do dziewczyny z ławki – O co Cię prosił ? – Nie wiem chyba telefon chciał, albo ładowarkę. – A pieniądze ? – pytam, – No pieniądze chyba też, odpowiada dziewczyna.  – Ja się go brzydziłam mówię, ale nie jestem lepsza, pobiegnę do niego.- Proszę Pana, krzyczę, proszę Pana, a on bardziej w kłębek bez sił ku ziemi schylony, zahaczony o tego człowieka zwija się, biegnę do nich,- Dam Panu proszę, wrzucam monetę. On chce zadzwonić.

Nie mówi po polsku, jest bardzo zmęczony, na granicy sił, młody mężczyzna podaje mu odważnie swój telefon, spacerował też wieczorem z psem, moja Miłka uciekła z wrażenia i schowała się za drzewo. Jakoś łapiemy się z tym chłopakiem, że on chce zadzwonić do swojej siostry, bo bateria mu się wyładowała w telefonie, został okradziony, nie ma za co wyjechać z Łodzi, zabrali mu torbę, pieniądze i pęka mi serce, pytam skąd jest, z Mińska odpowiada. Mówię mu, że moja rodzina cała też z Białorusi. Siostra wyśle mu pieniądze, on jutro w punkcie odbierze i wyjedzie do Katowic, mówi ze brak mu jeszcze dziesięć złoty, wrzucam bez słów. Oddala się w stronę drzew. Dokąd Pan idzie ? Pytam. On, że położy się spać, do jutra poczeka. Z trudem powstrzymuję łzy, w którymś momencie doszła dziewczyna z ławki. Nie, mówię, nie można tak człowieka zostawić, może go do księży na nocleg dać, do jakiś sióstr może ? Młody mężczyzna z impetem i oczywistością mówi – Zaniosę psa, coś wymyślimy, albo poszukamy mu hotelu, zapłacę.

Idziemy z nim na ławkę, żeby nie zaginął nam, nie wiele rozumiemy, więc dzwonię do mamy, musi chyba trochę pamiętać język, pamięta i tłumaczy mu żeby się nie bał, że zorganizujemy mu pomoc, spanie i pojedzie rano, ale mi do słuchawki, że trochę jest przerażona, bo może to jednak bandyta, tak późno w parku, mówi, że może oni są zorganizowani, strach mojej mamy widocznie dłużej się rozpuszcza. Nie, nie bandyta, zwykły człowiek, zmęczony, biedny, w trakcie rozmowy dowiaduję się, że Olek, bo tak ma na imię przyjechał do pracy w Polsce, jest cieślą, pracuje na wysokości, chce pomóc córce, skończył się kontakt w tym mieście i jedzie na budowę dalej, do lutego, do końca wizy. Okradli go trzy dni temu, gdy wypłacał pieniądze, położył się na chwilę na ławce w parku, żeby odpocząć w te afrykańskie upały, z tobołami, po robocie, zabrali Białorusinowi, który chce podarować córce lepszy los, torbę, pieniądze, które wypłacił przed chwilą prawie tysiąc złoty, pokazuje nam kwit, bez tego wierzę, od trzech dni chodzi po parku, bo wyładował mu się telefon, od trzech dni…

Od trzech dni w niemiłosiernym upale, chodzi po parku i prosi ludzi, by dali mu zadzwonić, od trzech dni nikt mu nie dał telefonu, bo każdy odwracał wzrok, od trzech upalnych, zabijających słońcem dni spał na ziemi, która wieczorem jest chłodna i zaległa mu flegma w oskrzelach, a on jak to robotnicy odpluwał ją na bok, od trzech dni był zadżumiony dla naszego czystego społeczeństwa, które jest tak empatyczne, że bardzo lubi pomagać zwłaszcza zdjęciom z internetu, afiszuje się swoją dobrocią, pomoc dla dzieci, teraz jeszcze koniecznie zdjęcia w internecie, im większe, bardziej wykrzywione, umierające cierpienie, tym szlachetniejsze udostępnienie, i wypinasz pierś do przodu, by pomagać w energii obligatoryjnej, pomagaj, ale rozejrzyj się tam gdzie życie jest, trzeba wyjść do życia i zobaczyć kogo mijam dziś po drodze,  to jest ważne. A Ty co zrobisz kiedy przechodzi obok Ciebie zadżumiony, brudny, przegrany ? Lepiej kliknąć elektrycznie, niż wziąć w swoje dłonie obcą, chorą dłoń i spojrzeć w oczy, gdy wyczekuje człowieka drugi ktoś, prawda ? Trzy dni w kataklizmie tego gorąca nikt nie dał mu telefonu i ja też na początku zachowałam się tak samo maluczko, i było mi wstyd za nas wszystkich, za siebie też.

Anioł Olka uśmiechał się przez jego duże oczy, mówi, że wie, że zapach jego taki, bo nie korzystał ten czas z toalety, niemyty i płyną z naszych oczu łzy. Co miał zrobić robotnik, Białorusin, okradziony w kraju, w którym nie czuję się pewnie i chciany ? Przybiega Paweł, zamiast hotelu kupuje mu bilet do Katowic i znowu dzwonię do mamy, bo nie wiem, czy ktoś go tam w nocy odbierze, czy ma dokąd tam pójść ? Odpowiada mamie, że tak. Odbiorą go, z jego oczu wciąż płyną łzy zdziwienia, wdzięczności, że ktoś tak o niego się zatroszczył, że zwyczajnie po ludzku zatrzymał się wobec drugiego człowieka ktoś i nie bał się zajrzeć w oczy głęboko, nie przeraził się, nie uciekł. W reklamówce Olek ma bułkę pszenną i najtańszy pasztet, Paweł biegnie jeszcze raz do siebie wydrukować bilet. O niebiosa, dziękuję, że żyję w takich czasach w których można zrobić wszystko przez jeden mały, elektroniczny sprzęt. Agnieszka daje mu chusteczki i wodę, ja też mam takie wilgotne, żeby chociaż tym wytarł, ręce i twarz, jest w nas wzruszenie za to spotkanie, za ten wspólny na moment świat. Przybiega Paweł z biletem, reklamówką schłodzonej wody, kanapkami, ciastkami na drogę, odwiezie go na dworzec . Każdy dał to co mógł i co miał najlepszego z siebie na ten czas. Proszę wszystkich o zdjęcie, bo chcę mieć pamiątkę prawdy swego człowieczeństwa, którą schowam głęboko, jak kolorową widokówkę z wakacyjnych miejsc. Moje miejsce letniej, dusznej dobroci, spotkania trójki przemiłych serc, dobro uruchamia i zamienia się w dobro, w jego uśmiech, Anioła ludzki pełen niewypowiedzianego szczęścia uśmiech. Żegnamy się, czuję wdzięczność, że przebiłam się przez swoje skorupy głosem swojego serca, czułości i uważności dla drugiego człowieka, że w tamtej sekundzie złamałam schemat i pobiegłam za nim. Duża wdzięczność tej lekcji czynienia pomocy, przekraczania siebie, spotkania ludzi, gdzie każdy z nich gestem kolejnym w spiralę dobroci zamieniał się.

Madziu dziękuję Ci, że sobą zawstydziłaś mnie, że Twoje dobro zatoczyło mój krąg, który poruszył się, gdy najbardziej tego potrzebował on , Białorusin, Olek.

Co myślisz gdy mijasz kogoś biednego z trądem przegrania, wykrzywienia ? Co zrobisz, gdy poczujesz woń kogoś, kto jest teraz na dnie ? Czujesz się lepszy, czystszy, ważniejszy, on na pewno na to zasłużył, tak dudni w Tobie, Ty nie.

Jesteś w wyjściu poza siebie,w drugim człowieku, w przechyleniu ułudy. Ktoś zawsze czeka na Twoją pomoc, czyjaś dusza prosi Cię o przeżycie, o chleb, ktoś w pół zwinięty jest przez Ciebie dziś mijany. Ktoś czeka na kapkę Twego serca, na odruch człowieczeństwa, może Bóg chce, byś objawił się sobie i dał światu ludzką twarz. Każdego dnia ktoś obok Ciebie czegoś nie może, nie ma, nie potrafi, czuje się gorszy, zapada się. Każdego dnia możesz dać komuś serce, zbudować cały wszechświat, czułość, dać piękny dar. W każdej chwili, każdego dnia, gdzieś bardzo blisko, tu obok, może trędowaty, może Twoja znajoma, sąsiadka, człowiek mijany w tramwaju, kolejce ? Może Twoje serce czeka na Ciebie ? Może czekasz na pomoc Ty, a może ja ? Czy stać Cię, żeby dać kawałek siebie, dać człowiekowi ludzką twarz ? Czy taką masz ? Pod toną gruzu, bzdur i pióropuszy ego, wciąż tam czeka tchnienie, znajdź tą sekundę, wyłam się ze swego muru, zmieniaj życie, siebie, świat. Bądź boski.

Dziękuję towarzyszom tak pięknej przygody. Cieszę się, że mogłam komuś podarować miłą myśl, przychylniejszy niż zazwyczaj obraz w zwykłych krokach dnia, odruch ludzki w spirali dobra tych paru serc.

Znajdź tę sekundę w sobie w której jesteś Ty, człowiek boski, Ty prawdziwy, wyjdź sobie naprzeciw, wyjdź przez nią sobą i twórz swoje spirale dobra, miłości, spełnienia, wiankowych szczęścia koron, miej odwagę sobą się stać. Po to tu jesteś, by tworzyć wszechświat, w miłości zakręcie pozostawiać trwały ślad.

Kamila Wojciechowicz

Fotografia z Miłką Karolina Wojciechowska

Na dole fotografia z bohaterami wieczoru

Jeśli podobał Ci się przekaz Skrzydeł Duszy i wniósł w Ciebie coś wartościowego, możesz nam udzielić wsparcia na rozwój bloga. Dziękujemy : )
Wspieram

Lub tradycyjnie na konto: 51 1020 2791 0000 7202 0023 8006

Dodaj komentarz

Close Menu