Proces uzdrowienia

Wpis przeczytany: 300 razy

 

Kiedy spadałam w swoją czarną otchłań bez dna, kiedy umierałam wewnątrz i dusza strącała ciało w bezpowrotny tunel, który pachniał odejściem. Kiedy ból ciała był tak wszechogarniający, że nie można go było zagłuszyć żadnymi środkami, wylewał się z każdej komórki ciała wieczną nudnością, przerażającym bólem macicy, bólem bicia i kopania w środek między nogi, bólem dźganego ogromną ilością igieł jajnika, które wycinały wewnątrz naczyń krwionośnych tkanki wędrując w kierunku uda by świętować swoje zwycięstwo bólu, kiedy moje podbrzusze wypełnione jak balon tętniło bólem.

Kiedy nie czułam siebie, nie czułam życia, nie miałam nic, w tę kolejną bezsenną, pełną dźwięków bólu noc, z widmem operacji, która miała mi wyciąć bolesne wszczepy endometriozy, zrosty zabierając ze sobą jak zdobyty skalpel fragmenty mnie, moich narządów, dzięki którym jestem kobietą, chodzę, sikam, kiedyś tańczyłam, fruwałam…Ból zaprowadził mnie na skraj drogi, nad urwisko przepaści, byłam gotowa uczynić wszystko, by zatrzymać, zagłuszyć, wyrwać ten ból. Wiesz jaki ogrom bólu musi przyjąć kobieta, która w momencie jego ataku wyszarpała by żywcem swoją macicę z siebie, czy znasz taki ból ? W tę noc chciałam tak.

Ale było coś jeszcze, coś wewnątrz mnie, co namacalnie umierało, co mówiło mi, że jestem trupem, że nic się nie zmieni, że moja droga jest tylko w dół. Nie miałam nikogo, niczego, jak na wygnaniu, pustyni życia, sama w zimnych ścianach, tonęłam w swoich niepowodzeniach, zewsząd obijałam się o lód, roztrzaskana na strzępy przez swój w każdym milimetrze ciała i duszy ból.

Po stracie dawnej, ale wciąż nie pogodzonej, swego dobrze naoliwionego życia z pędzącego ekspresu pełnych neonowych świateł, szybkich poruszeń, wielkich obietnic, naskórkowych ludzkich otarć, pędu w koloryt, by się nim zatracić, utopić w czymś na kształt rozkoszy dziania się, dotyków serca, nadziei, spełnienia. Z każdym kolejnym rokiem wpychana w lochy przez życie, w kąty pełne szczurów. Oprawców, katów, umierałam każdego dnia. Najpierw krzycząc, szamocząc się, walcząc, pełna niezgody, buntu, a potem ciszej krzycząc, coraz ciszej, aż bez sił opadłam na dno. Bezwiednie ruszałam głową, stworzyłam na sznurkach lalkę, pacynkę, którą sterowało zło. Zło braku miłości, otuchy, schronienia i ciepła, zło wyciągniętych echem w pustkę rąk. Zło niemocy i porzucenia, które krzywdziło, które zabiło, ubierając w piękną sukienkę, pierścionek z brylantem, wytworny płaszcz. Zło, które unieważniło, wpuszczało jad, zatruwało resztki różowych policzków co bardzo chciały żyć i się śmiać. Zło byłem słowem wymierzonym przez najbliższych, podeptywaniem jak w dzikim lesie, na arenie zła, pożreć, unieważnić słabszego, niech zostaną ścięgna i kości, a reszta jest pożarta, z tym złowieszczym dźwiękiem, przeszywającym, pozornie radosnym zadowoleniem, które wypuszcza z siebie hiena. Tyle pożarło mnie hien, wypatroszona z życia nadziei, słysząc ten jęk, jak szorowanie stłuczonym szkłem po chodniku, wieczny pisk w uszach hien, w czerwonej szmince, wciąż w półuśmiechu, mówiłam to nic, jeszcze ciut mnie zostało, jeszcze czuję czubek głowy, opuszek palca, udo, kącik ust. Większe zwierzę nie odejdzie, aż całkiem nie będziesz padliną, większy zwierz musi koniecznie pożreć Twój strach, żywi się Twoim lękiem, nadzieją w dobro, tę resztką miłości chce zdeptać do cna, pożera Twą rozpacz, Twój krzyk po pomoc, porzucenie przez siebie, zostawienie gdzieś w oddali. Zdepcze Cię, zgniecie, spija ostanie tchnienie wiary, wbija w ziemię rozpaczliwie wyciągane po ratunek w otchłań szarości Twoje ręce. Większy zwierz musi zadziobać, zniszczyć, zabić najmniejszy przejaw życia, uśmiech i śpiewu, i nie ma już Ciebie. Pstryk. Jest szmaciana pacynka. Lalka na sznurkach w domku ze szkła, która w amoku zapomnienia tańczy nie swój taniec, nad przepaścią, bez dna.

Jak wiele potrafimy znieść zdrad, opuszczeń ?Jak wiele pchnięć nożem potrafi przyjąć Twoje ciało ? Ile szklanek gwoździ przełknęłaś ? Ile zabić powaliło Twe ciało bez sił ? Ile razy myślałaś, że nie wstaniesz, że wolisz umrzeć, że przebić się przez ciężar powietrza jest niemożliwością, ciężar, który przydusza to walka o dzień. Ile razy pozwoliłaś swoim najbliższym na gwałt ? Na coś czego nie chcesz, co głęboko Cię rani, co Cię zabija, na matnię zaklętych kręgów zła ? Jak długo w nich umierałaś ? Ile lat zjadała Cię kraina cieni ? Jak długo żyłaś bez światła, powietrza i wody ? Tak, można przecież tak żyć. Nieme obręcze zła, katowania, zabijania, każdego dnia. Punkt w którym myślisz, że dobro wylano gdzie indziej, gdzieś w innym świecie, że nie masz czego się złapać, nikt nie słyszy Twego krzyku, który wyrywa się z Twego ciała, spadasz w czarną otchłań, zamkniętą studnię bez dna. Spadasz w śmierć każdego dnia.

Pacynka zapomniała jak ma na imię. Pacynka nie czuje swych bioder i drżeń. Pacynka robi o co ją proszą, chodzi, się nawet uśmiecha. Pacynka zszywa się z Twoją skórą, oddechem, zamkniętą powieką. Jesteś pacynką, a ona mówi, że życie jest snem. Robi coś pacynka, co jest dalekie od Ciebie, pożera ciastkiem smutek, alkoholem i tańcem, ucieczką w nicość umie wepchnąć do wewnątrz łzę. Nieprawda ! Nieprawda ! Nieprawda !-tak o bólu mówi pacynka i jedzie limuzyną ogrzać skórę na szmaragdowej plaży, wypalić smutek rajskim słońcem pacynki w tym śnie.

Zapomniała, że jest na sznurkach, nie czuje nic, już nie jest głodna życia, siebie, prawdy pacynka, nie chce już nic. A jednak jest jakaś nić, którą trzyma ktoś większy potężniejszy, kto chce rozwalić pacynkę, poruszyć nią, powiedzieć, że zasnęła we śnie. Ta jedna nić niteczka, źdźbło, szarpie, szarpie… Trzęsie i trzęsie. Czy czułaś już to?

W kolejną noc czułam ból umierania, największych ran, od najbliższych serc, choroba robiła mnie trupem, pacynka mówiła, że mnie dawno już nie ma, że jest pacynka, a ja jestem trupem, że umrę niedługo spadając w przepaść śmierci, w ten wir bez powrotu i dna. Ryk. Rozpaczliwie wyrzucany przez duszę ryk. Nie miałam już komu krzyczeć, byłam w otchłani, nie miałam już nic. Nieeee-krzyczę do śmierci, nieee. I gdzieś w środku usłyszałam głos. Czy Ty chcesz żyć ? Czy ja chcę żyć ? Co to znaczy chcieć żyć? Chcieć wrócić ze snu do życia, zacząć widzieć, czuć, dotykać, zobaczyć siebie. TAK- porwany fragment dźwięku wyskoczył z serca. TAK-chcę spróbować. TAK- chcę żyć.

Coś się zmieniło, coś odpuściło, ktoś wlał we mnie spokój i wiarę, że będę żyć, objął czułością, ktoś przy mnie był i trzymał za rękę, pogłaskał po policzku. Ukołysał do snu.

Rano wstał nowy dzień, zwykły dzień, taki szary jak każdy inny dzień bez dnia. Byłam chora na zatoki, z głową co dźwigiem ciągnie Cię w dół, czułam się strasznie, leki podawane od miesiąca, nic nie działało. Czekałam aż wyzdrowieje, gotowa rozszarpać swoją macicę na metalowym operacyjnym stole w wyznaczonym przez biły kitel terminie. To zatkanie paraliżowało i każdy informacyjny sens zamieniało w bez celowy bezsens, w takim stanie można co najwyżej bezwiednie jak mawia moja babcia ” ganiać telefon” Ganiałam i ganiałam szukając cudownych sposobów i mikstur, jak uwolnić ciężar głowy i odetkać zatkany, ropny nos, aż ” przypadkiem ” trafiłam na blog czarodziejki, znanej, pięknej modelki, która mówi, że życie jest piękne, że warto kochać, że trzeba leczyć ciało miłością, naturą i podaje przepis na uzdrowienie pulsujących ropą zatok. Weź to wymasuj, wlej krople z wodą utlenioną popłucz olejem, wypluj, wypłukaj i odkaż  gardło i jesteś zdrowa. No dobra, nie wierzę, to nie ma sensu- mamroczę jeszcze w tym śnie. Spróbowałam, zrobiłam, trochę z politowaniem dla siebie samej, z dużym sceptycyzmem i niedowierzaniem i nagle …ból odrywanych z pomiędzy oczu chorych płynów, śluzów. To niemożliwe, jestem zdrowa, to niemożliwe, miesiąc na antybiotykach, dziesiątki leków, a tu parę kropelek wyrwało chorobę i taki cud.

Tak się zaczęło, tak mój okręt zmienił kierunek, zaczęłam szukać, czytać, badać, sprawdzać, że jest coś w życiu innego, jest coś większego niż ból. Skąd jest ? Czemu przyszedł? Jak go przyjąć, przytulić ? Co chce mi powiedzieć? Czym uzdrowić, uwolnić ten ból?

Jest we mnie, w Tobie, część boska, Bóg żywy, który prowadzi, uzdrawia, jest Twoją mapą, nie tylko ten wielki na ołtarzu, w świątyni, nie ten co spogląda na Ciebie zza chmur, z ważnością spraw do rozpatrzenia, ale ten co mieszka w Tobie, w sercu, stale, boska obecność, boska część Twojej duszy, czeka na Ciebie. Tak odkryłam zupełnie inną stronę życia. Ta siła, która chwyciła mnie tamtej nocy za rękę prowadziła przez myśli, ludzi, zdarzenia,” przypadkiem” podsuwała mi strony w trakcie”ganiania” do przeczytania, książki, rodziła natchnienie głęboko w sercu, by zrobić coś konkretnego, spojrzeć w jakimś kierunku, mówiła którędy i po co mam iść . Odkrywała nowych ludzi, którzy nieśli odpowiedzi, zapewnienia, uzdrowienia, wskazywali dalszy szlak. Nic nie wiedziałam, a czułam się tak kochana, zaopiekowana i bezpieczna, kiedy mówiłam swoje życiu TAK. Zaprowadziła mnie, by uleczyć rany, ból zamiast na psychoterapię dała mi yogę kundalini, medytacje, o uzdrowienie u łódzkich jezuitów pełne boskiej magii msze.

Podczas medytacji boska siła rozdzierała mnie od pacynki, bardzo, bardzo bolało, uwalnianie z czarnych pełnych demonów strachu we mnie dziur. Bóg przez czarności prowadzi Cię do miejsca w którym mieszka. To przestrzeń serca, On mówi we mnie, wydziera ze mnie całe zło i strach. Uczy piękna, życia, uzdrawia, błogosławi…Kocha.

Ona jest w Tobie, Bóg mieszka w Tobie. Bóg, który jest prawdą, drogą i życiem. Jest pełnią życia. Podarował Ci coś co najcenniejsze życie, wolną wolę i czas, i możesz wszystko..

Jeśli zabłądzisz na dno rozpaczy, jeśli stracisz wszystko, jeśli umierasz z bólu, krzywdy, niemocy, jeśli Twoje ciało wyje z rozpaczy dziobaniem hien , jeśli w tym pędzie zgubiłaś kierunek. Jeśli zamiast Ciebie żyje pacynka, jeśli jad wężowy najbliższych spuszcza z Ciebie litry tchnień, wypełni pychą, rozszerzy ego, pozbawi wiary w dobro, miłość, oddanie. Jeśli umierasz, a wciąż w głębi duszy chcesz spróbować żyć. Powiedz Bogu TAK! Powiedz życiu TAK! Powiedz sobie TAK! Nic więcej, tylko TAK, to jedne TAK, niech wszystko w Tobie głośno, każdym fragmentem ciała, narządu, wnętrzności i duszy, niech każda rana i odrzucenie, każdy ból w Tobie krzyczy TAK! Chcę żyć! TAK ! TAK ! TAK !

Zobaczysz że wszystko się zmieni. Obiecuję Ci to. Bóg przeprowadzi Cię przez tę drogę. Jakkolwiek ma On dla Ciebie na imię, czymkolwiek dla Ciebie ta siła życia jest. Ta siła , która stworzyła świat poprowadzi Cię…do siebie samej, do Twego serca, do Twego najczystszego głosu, byś mogła poznać swe imię.

To nie będzie błysk, który sprawi, że wstajesz i jesteś zdrowa, owszem bywa i tak. To jest proces, podróż w którą wyruszasz, najpiękniejsza i najważniejsza podróż do samej siebie, do Twego serca, ukochania, by odnaleźć i uzdrowić swą duszę Bóg przeprowadzi Cię. Będzie podsuwał ludzi, spotkania, myśli, rozpłyną się po Twoim ciele uczucia, coś co jest silniejsze od Ciebie, będzie pchało Cię w jakimś określonym, bardzo często nieznanym kierunku. To jest kierunek, który rodzi Ciebie, Twoje dobro. Nie dyskutuj z tym, nie handluj. Idź za tym, badaj, odkrywaj co jest dla Ciebie, co Twoja dusza chce Ci powiedzieć? Pozwól jej na to, by działała w Tobie, by mogła Cię uzdrowić . To jest Twój szlak. Podążaj swoją drogą. Jeśli zaufasz i pójdziesz tą drogą obsypie Cię słońce płatkami róż, odkryje Ciebie, pokocha Ciebie, uleczy Ciebie. Zaufaj, powiedz swoje TAK.

Wiem, jak trudno wyruszyć w nieznane, donikąd, gdy nie masz już nic, gdy to, co za Tobą jest martwe, odpada, przestaje istnieć i jesteś tylko Ty. Ty z ogromem lęku, Ty pełna niewiary, Ty na wpół żywa, Ty podziobana, czasem bez twarzy, ale jesteś… Ocalona Ty. Z widokiem na nicość, wypluta z otchłani, z pustą ręką, ale jesteś…W tym właśnie miejscu otworzysz oczy na nowo, z tego miejsca w którym nie masz nic, możesz wszystko, jeśli uzdrowisz swe serce, jeśli uwierzysz Bogu, jeśli zobaczysz piękno na dnie swoich oczu, rozpościerasz dłonie przez wszechświat, zradzasz nowy horyzont z przymierzem Boga, anielską tęczą. Widzisz to? Nic nie musisz wiedzieć, powiedz tylko TAK, podnieś ramię, spróbuj wstać, wróć do ciała, poczuj,ulecz, rozkołysz, ukochaj, wiem, że się uśmiechasz, a teraz podnieś stopę i zrób pierwszy krok w nieznane, tylko ten jeden krok. Obiecuję Ci, że kolejnego szarego dnia, wyjrzy choć na ułamek sekundy słońce, w czyimś uśmiechu, w jakimś słowie tylko dla Ciebie napisanym, jakimś objęciu i ukochaniu, które poczujesz w ciągu dnia, w nagłym impulsie, które każe Ci coś zrobić, coś odkryć, dokądś iść. Idź za tym, odkrywaj, badaj, doświadczaj, uwalniaj. Moment, gdy Bóg wypruwa z Ciebie pacynkę, wszelkie nie Twoje zarośla zła, lęku, krzywdy, niewiary, niemocy bardzo boli, to trudna przeprawa, stanąć z swoim diabłem twarzą w twarz, ale nic się nie bój, masz w sobie światło, które rozświetli tę czerń. Tam właśnie w tym miejscu jest Twoje uzdrowienie, kiedy pożegnasz diabła, wyrwiesz się z kręgu zła, uczynisz Bogu wewnątrz siebie tron, bo jesteś świętością, właśnie tam w tej czarnej dolinie czeka na Ciebie wyzwolenie, oswobodzenie z wszelkich kajdan Twego życia, którymi się uwięziłeś, szukałeś, uśmierciłeś, a klucze do nich oddałeś swojemu dla życia, dobra, miłości zamknięciu, swojemu NIE. Tam w tym miejscu jest jądro Twej rany i tylko prawda i światło serca, Boga może ją uleczyć. Ona jest w Tobie. Pozwól jej działać. Zejdź do swych lochów, zobacz swe strachy, idziesz tam ze światłem. Bóg przychodzi przez Twoją śmierć, Twoje cierpienie, Twój ból, zsyła Ci to byś mogła go odkryć, odkryć swą prawdę, odkryć swą pełnię, świętość. Wyruszaj w tę podróż do życia, do serca, do siebie. Powiedz Bogu TAK.

Wiele spotkań czekało mnie w ciemności,wiele razy upadałam po drodze, wiele czekało na mnie pchnięć, wyrwań, uwolnienia bywają bolesne, to twój poród, wypchnięcie z ciała, przyrośniętego do Ciebie zła. Zawsze niosą dobro, bo rodzą Ciebie. Bóg uwalnia Twój ból, Twoje serce, miejsce narodzin i mocy, tam jesteś Ty.

Musisz tego pragnąć, musisz tego szczerze z głębi duszy chcieć, pragnąć wrócić do siebie, przyjdzie taki dzień, który uczyni Cię na to gotowym. I wtedy cała Ty szepce przez łzy jedno słowo-TAK-.

I staje się cud.

Cud uzdrowienia, ukojenia, rozproszenia bólu i ran, Twoja wiara, wewnętrzna gotowość, otwartość, uważność, ukochanie, to są Twe ścieżki, którymi wychodzisz z kręgu zła w stronę życia, siebie, światła, Boga, uwolnienia, uzdrowienia.

Jeśli naprawdę chcesz żyć, dać się Bogu w Tobie uleczyć otworzysz się na niewidzialne, tam gdzie dla Ciebie Bóg przygotował ogromne skarby, kufry łask obfitości, tylko dla Ciebie tę właśnie polany kwiatów skąpane w słońcu, Twoje wytchnienie, Twój spokój duszy, bliskość i czułość drugiego człowieka, istoty, miłości ukochanego psa, w tej drodze tylko dla Ciebie Bóg przygotował piękne spotkania, miłości, spełnienia, pod gołym niebem śmiech duszy, biesiady serc. Tylko dla Ciebie. Wszystko na tej drodze jest tylko dla Ciebie, tylko czeka aż skierujesz swój wzrok, swoją wewnętrzną uwagę, kierunek serca. Czeka tylko na jedno Twoje słowo…powiedz je teraz…powiedz Bogu, potędze życia TAK.

                                                                                                                                            Kamila Wojciechowicz

Jeśli podobał Ci się przekaz Skrzydeł Duszy i wniósł w Ciebie coś wartościowego, możesz nam udzielić wsparcia na rozwój bloga. Dziękujemy : )
Wspieram

Lub tradycyjnie na konto: 51 1020 2791 0000 7202 0023 8006

Ten post ma 6 komentarzy

  1. Tylko, jak uwierzyć że to możliwe? Sama widzę, że bez wiary nic nie można a nie mam jej. Nie umiem jej wskrzesić.

    1. Kochana Edyto, bez wiary nic nie jest możliwe, nawet wyruszenie do sklepu po pieczywo, wyruszamy, bo wiemy, że leży na półce, a my mamy walutę, która pozwoli nam je kupić, a potem pędzimy do domu, by zrobić pyszne śniadanie, albo kolację, która nas syci, spędzamy miło czas przy stole, dzieją się piękne rzeczy, nawet jeśli jemy sami, bo tak nam smakuje, zaspakajamy głód, za oknem świeci piękne słońce i my mamy siłę, by wyruszać w drogę po swoje marzenia.
      Jeśli tylko zawierzysz tej sile, dzięki której istnieje ten świat, zrobisz tylko jeden krok, uwierzysz, będą dziać się cuda, obiecuję Ci, powiedz tylko swoje dla życia TAK, nic więcej, tylko tyle i zobacz, co się pojawi, przyjdą te myśli, zdarzenia, i ludzie, którzy pomogą Ci uzdrowić te części w sobie, które na to czekają, otwórz się, już się zaczęło dziać…będzie pięknie, ściskam i życzę Ci odwagi w tym procesie, a to, co najwspanialsze czeka na Ciebie. Pozdrawiam.

  2. Kamila, Ty jesteś moją uzdrowicielką , a Twoje wsparcie, rady, uśmiech i pomocna dłoń
    to coś na co czekała taka zwyczajna kobieta jak ja.
    Życzę wszystkim, aby na swojej drodze mogli spotkać Ciebie <3

    1. Wzruszyłaś mnie bardzo, ja też jestem wdzięczna Bogu i moim aniołom, że prowadzą mnie takimi ścieżkami, na których stawiają swoich aniołów dla mnie. Dziękuję Ci Sylwia 🙂

  3. Przepiękne słowa. Wlały w moją duszę tyle światła. Próbuję przebić się przez ciemności we mnie, zrozumieć gdzie jest źródło choroby, dlaczego niszczę kobiecość w sobie, zabijam pożądanie. To takie trudne. Żadnej mapy, żadnego wyraźnego znaku…

    1. Cieszę się, że znalazłaś ukojenie, jeśli wyruszysz w swój proces uzdrowienia dojdziesz do miejsc, ran, które czekają na uleczenie, Twoje ciało i dusza zaprowadzą Cię do takich możliwości uwolnienia się z nich, które będą dla Ciebie najwłaściwsze i na które jesteś gotowa już dziś, dobrze, by było skorzystać z pomocy ludzi, którzy sami przeszli taką drogę.Ja też zacznę organizować taką formę pomocy dla kobiet, poprzez sesję z głębokim wglądem oraz warsztatami, które pozwolą poznać i być bliżej swojej duszy, serca i ciała, prowadzące do uzdrowienia. Odpowiedzi są głęboko w Tobie, ale żeby je usłyszeć, musisz się zatrzymać i zejść tam, i…powiedzieć swoje TAK marzeniom, życiu i sobie, a wtedy same cuda dla Ciebie. Przytulam.

Dodaj komentarz

Close Menu