Czarna Fala

Wpis przeczytany: 259 razy

Kiedy przychodzi do Ciebie fala zła, kiedy przypływa do Ciebie otchłań, i wiesz, że już za chwilę, za moment, zaleje Cię czarność, wpadniesz w kompletną niemoc i otępienie, w pustkę, w której każdy oddech będzie przygniatającym ciężarem, co Cię powali, co przychodzi powalić Cię z mocą tak potężną, że nie umkniesz jej, nie uciekniesz donikąd. Kiedy Ciebie zaleje, nic już nie jest możliwe, na ten moment wszystko zabiera, Twoje marzenia, Twoje nadzieje, Twoją siłę i łaskę, Twoje złudzenia, Twoje niewygody i Twoje maski.

Fala otchłani. Spadanie jest tak bolesne i trwa jak wielki ciężar, że obezwładnia Cię, uśmierca na ten czas. W bezruchu możesz tylko patrzeć na to, co zabija, a patrzenie też jest ciężarem, tak, że powieki robią się nabrzmiałe i ciążą, też chcą byś zapadła się w czarność.

Czarna fala nie pyta Cię o zgodę, nie czeka na Twoje zaproszenie, nie możesz się do niej przygotować, i w zależności od tego, jak potężna przypływa tak za każdym boli utonięcie, gdy Cię powala i gdy toniesz. Zatrzymuje Cię gdziekolwiek jesteś, cokolwiek robisz, i to nie jest jej ważne czy to piękne wiosenne popołudnie, i błyszczy słońce, i jest zielono, i mkniesz w radości przez swój magiczny las, nie ma znaczenia, czy myjesz zęby, czy jesteś wśród ludzi, i musisz mówić, prowadzić bon- ton. Po prostu przypływa nie patrząc na nic, chce tylko Ciebie powalić, unicestwić i zadać ból, uśmiercić, pokonać, przepłynie tylko wtedy, gdy nie będziesz miała sił, by pomyśleć o jakimkolwiek ratunku, odpłynie wtedy, gdy będzie czuła martwe ciało, gdy zobaczy pęknięcie, w boleści serce. Zostawia bezruch, otępienie, pustkę kompletną niemoc, porzucenie, zderzenie z falą rozwala serca, kiedy napływa czujesz jak podchodzi w ciele, jak chwyta za gardło, dusi Cię. Robisz się tak strasznie ciężka, obklejona kompletną niemocą, ten ciężar zatrzymuje, przytłacza, sprawia, że ciało zamiera, niemożliwy jest żaden ruch, ani krok. Gdy napływa do serca, w pół przerwany każdy dźwięk, oddech, pęknięcie, padasz, milion Twoich różnych części, serce scalone i jasno świecące zamiera, rozwala się, boli każda tkanka, każde włókno skóry, rzęsy przygniatają, boli każda myśl, przed Tobą wirują roztańczone, wykrzywione, czarne Twoje, nie Twoje twarze, w powyciąganych obrazach bez kresu zdarzeń, które bez swoich kontur kręcą się, kręcą się wpół. Wiesz, że umierasz, teraz, właśnie teraz, z obumarłych strzępków serca nagle wybucha miliony Twoich niewypowiedzianych żyć. Wybucha rozpacz, jak lawa podchodzi w wulkanie, choć rozżarzona bólem, nie spali Cię, jest dławieniem czarności, duszeniem, zastyganiem wszystkich Twoich serc. Jest ból rozdzierających się narządów, kiedy ból rozbija kości, rozpycha się w nich, przecina ciało, rozrywa je. Twoja rozpacz z bólu w wielkim bolesnym wypchnięciu, rozdarciu, rodzi się, wypluwa się z Ciebie, sama na zewnątrz wyrywa się, ból dookoła, ciężko i czarno. Bezdech, każda sekunda jest rozpływaniem się w przestrzeni, znikaniem w nicości. Jest tylko ból, przez gardło wyrywa się kolczasta łza, całe morze czarnych łez. Krzyk w Tobie rozdzierający, nie ma Ciebie już w Tobie, bezdech, opadasz, znikasz w otchłani fali, pustka, bezkres, ból nie ma dna. Ile kobiece serce może pęknięć znieść, ile razy może umierać? Ile?

A potem już tylko cisza, i nie wiesz, czy jesteś tu, czy już tam ? Nie możesz poruszać ani palcem, ani, głową, żaden dźwięk nie wypłynie z Twych warg, jest tylko bezkres, cisza i zatrzymana szarość w Tobie, czekasz w zawieszeniu na pierwsze tchnienie życia, aż wróci Ci puls, jak powoli miękko wpłynie w Ciebie powietrze, maleńka jasność, jak pierwsza o szybę stukająca kropla, jak rodzący się właśnie deszcz. Nic nie musisz robić, wiem, że wstaniesz, wiem, że spojrzysz w okno, wiem, że poszukasz swego słońca, że zaczepisz na nim swe oczy i tak w bezruchu będziesz trwać, to wszystko co możesz teraz. Trwaj i patrz. Za oknem tańczą wiatry, plotą bzdury szare kamienice, za oknem jest droga wyjścia z czerni, tam odsłoni się czarnej fali tajemnica.

Już wiesz,że tak być musiało, że czarną falę wymyślił Bóg, nie po to byś utonęła, ale byś zatopiła swoją ułudę i zło. Przyszła Ci powiedzieć,że kłamiesz, że kłamiesz samą siebie, że szukasz forteli, rozsuwanych w podziemnych labiryntach ukrytych drzwi, że przed czymś uciekasz, przed spotkaniem z prawdą, przed spotkaniem z sobą, z bólem, cierpieniem, z niewypowiedzianym przepraszam Ciebie, przepraszam siebie, wybaczam, proszę wybacz mi, że masz w sobie do siebie świętość, że trwonisz bycie, ciało, zadajesz rany, kaleczysz się.

Fala nie jest enigmą zrodzoną z morskiej piany, nie jest puchem gniewu Boga, nie jest też przypadkowym zlepkiem brudu życia, jest wszystkim tym, czego o sobie nie chcesz wiedzieć, co spychasz głęboko na dno, przed czym uciekasz, bo jest takie straszne, duże, ciemne, niewygodne, przeraża, pożera sobą Cię, budzi strach, że zabierze Ci siebie, że coś zburzy, zmusi do roztrzaskania Twojej wielkości, potęgi iluzji, komfortu, za cenę prawdy serca, za cenę siebie. Każdy z nas przed czymś ucieka, przed tym, bez zakrzywieniem obrazem, przed tą, co z niebytu wyłania się wydłużoną przeszkicowaną twarzą, czyje to? Twoje, nie Twoje życie? Każdy z nas boi się prawdy o sobie, bo okaże się, że jestem słaba, że byłam tak głupia, zapatrzona w swe zamki, że popełniłam błąd, że kogoś skrzywdziłam, że skrzywdziłam siebie, że nie uszanowałam swoich pragnień, swego życia, swojej świętości, swego ciała, bo chciałam, żeby było tak ładnie, jak w tym obrazku z kolorowanki, co mówi, że tu ma być ten kolor, a tam tamten kształt, róż z rozświetleniem, koniecznie tylko taki, bo wtedy twarz jest baśniowa, spełniona jest twarz, na niej też lśni uśmiech jednaki, z torebką, tytułem najlepiej doktora, wspaniała rodzina ( wstaw w to pole co chcesz) jednakowo ma się uśmiechać okładkowo świat.

A w Twoim sercu coś się kołaczę, dudni i kopie, wypływa przez łzę, każdego dnia staje przed Tobą, czasem bez sił już prosi, czasem milknie, umiera, odchodzi, zostawia na świecie samego Cię, bo już nic nie może zrobić, płacze tylko wtedy nad Tobą z daleka i patrzy smutno na Twoją bezwiedność, konanie i kres.

Jeśli nie uszanowałeś swego serca, jeśli podeptałeś swoje granice, tylko ciupeńkę, na początku, tylko trochę mocniej potem, tylko już sobą, siebie błotem, to choćbyś chciała najjaśniej w tym wymyślonym życiu panoszyć się, przyjdzie czas, że Bóg i życie będzie chciało Cię ocalić, i ześle na Ciebie czarną falę, by Cię zalała, zgniotła, zmiażdżyła. Fala jak bęben krzyczy dosyć, obudź się. Małe kłamstewka niewinne- a może, nie wiem, za chwilę, potem, i po co, przymknięcie oka, przełknięcie setek nie królewskich gwoździ i żab, ześle na Ciebie czarną falę, która zrzuci Cię z mostu życia, z nibylandi. Utoniesz, dotkniesz swej otchłani, wszystko co nie Twoje musi w niej zostać, rozrywa się od Ciebie nie Twoja prawda, Twoje nie Ty, wszystko to by otworzyć oczy, wypłynąć, by spojrzeć w słońce, by wstać.

Podnieś kąciki warg, dotyka Cię Twoje jestem zawsze przy Tobie, Twoje dobro da Ci siłę, by spojrzeć w prawdę, tę trudną prawdę o sobie, której nie chcesz znać, da Ci siłę, byś szła. Twoje jestem powie Ci gdzie ta droga, po której bosko do siebie i przez świat będziesz szła, gdzie staniesz się pełnią, cudem, świątynią barw, i nikt nie podniesie na Ciebie już ręki, nie dokona się na Tobie żaden gwałt. Odsłoni w Tobie światy, takie pełne cudów krainy, które zawsze tam były, czekały na Ciebie, bo jesteś cudem bijącego serca i wiesz, że o to ten największy dar- Ty w podzięce za życie musisz dbać. Kochaj. Pokochaj siebie, stań za sobą, cała reszta jest patrzeniem, uśmiechem podwodnej czarodziejki gwiazd.

Kamila Wojciechowicz – fragment z Pamiętnika podwodnej czarodziejki gwiazd

Fotografie moje- Karolina Wojciechowska

Fotografie morza źródło internet

Jeśli podobał Ci się przekaz Skrzydeł Duszy i wniósł w Ciebie coś wartościowego, możesz nam udzielić wsparcia na rozwój bloga. Dziękujemy : )
Wspieram

Lub tradycyjnie na konto: 51 1020 2791 0000 7202 0023 8006

Dodaj komentarz

Close Menu