Choroba jako dar

Wpis przeczytany: 276 razy

Choroba jako dar

Dłoń,kwiaty,zieleń

 

Przychodzi po cichu, niezauważona, jej delikatny dotyk jest nieodczuwalny.

Jak długo musi pukać do nas? Jak bardzo musi krzyczeć wewnątrz nas,byśmy ją usłyszeli? Zwykle dopiero wtedy, gdy zabiera nam coś z życia, jakiś komfort, jakąś przyjemność, czasem gdy uniemożliwia nam funkcjonowanie, gdy odbiera sprawność, spokój, gdy przynosi ból.

Ból jak ogromny czarny tunel w który spadasz, z prędkością tak szybką, że nie czujesz nic poza nim. Ból, który rozdziera, który tnie ciało igłami, który kopie w narządy, dusi, dławi, który sprawia że nie możesz unieść swego ciała, pragniesz tylko uciec od niego, wypełznąć mu, wyczołgać się ostatkiem sił.

To język duszy. Choroba i ból- ostatnie jej słowo. To obraz odejścia…Czasem ostatecznego. Rozdzielenia siebie, niewysłuchania, zabijania. Obraz, który przeraża, który zawsze jest ostatecznością. Ból, który zabija z każdym nadejściem, coraz mocniejsze uderzenia, kopnięcia, brak sił, rozpierający, wszechobecny, w każdej komórce ogrom bólu, jak otchłań potwora który Cię pożera w nieludzki sposób.

Choroba przychodzi po cichu…Przychodzi walczyć o Ciebie. Błagać Cię o uzdrowienie. To jest jej najmocniejszy krzyk, rozdzierający jak konające zwierzę.

Najgłośniejszy skowyt jaki może wydać Twoja dusza! I krzyczy tylko jedno.

Błagam nie krzywdź mnie! Błagam nie zabijaj mnie!

Jeśli tego nie usłyszymy, jeśli nie odczytamy tak rozpaczliwej wiadomości od nas samych, czekają nas czeluści śmierci. Śmierci za życia w nierozpoznającej się osobie, w kimś kto odbiega od naszych marzeń, w martwocie ciała, w przeraźliwie brzęczącej pustce, w bolesnym konaniu, z którego nie ma już odwrotu. Otchłań bez dna, która zeżre Ciebie jak tylko będzie potrafiła, zabije świętość ciała, odbierze mu życie, ruch, uśmiech, wypaczy, wynaturzy, wykaleczy. Sprawi, że cieleśnie sami dla siebie staniemy się obcy, wrodzy, jakbyśmy chcieli czyjąś część wyrzucić, natychmiast usunąć, zniszczyć, zapomnieć, wypluć. Ten potwór zabija nadzieję, uśmiech, który wypływa z tego, że jesteś…Jesteś cudem, częścią świata. Odbierze każdą dobrą myśl, każdą część która kocha, która żyje w zachwycie, która jest miłością, odbierze marzenia, każdy Twój utkany z przepełnionej pragnień chwil, w której budujesz w sercu swój raj, odbierze Ci prawo do wszystkiego, do przyjemności do lekkości zdarzeń, do wiary w piękno, w prawdę, miłość. Gdy zabierze Ci już wszystko będziesz małym nic nie znaczącym robakiem, którego istnienie wcale nie jest potrzebne, bo nie masz już nic, w sercu czerń, całe w czerniach myśli , że już nic nie umiesz, nie potrafisz, nie wierzysz już w nic, świat może rzucać Tobą w dawne ciemne rejony, popycha, szturcha, przewraca, kopie, każdego dnia kopie dotkliwiej, każdego dnia kopie mocniej, przychodzi dzień w którym zaczynasz się zwyczajnie przewracać. I jest to obojętne czy wstaniesz, czy nie. I wtedy przychodzi odebrać Ci godność, tę ostatnią zasłonę którą trzymasz, którą chcesz się przed nią odgrodzić. Jeśli oddasz i to, spadasz w czarną otchłań, umierasz, Twoja dusza odchodzi, zostawiasz ją.

Moja choroba pukała bardzo długo, pukała wiele lat, błagała bym ją usłyszała.

Z każdym dla Twojej duszy nie, jej jakaś część umiera, za każdym razem kiedy wybierasz czyjś uśmiech kosztem swojego, za każdym razem kiedy godzisz się, gdy ktoś Cię hańbi i umniejsza, gdy ktoś Tobą pogardza i Cię nie szanuje, gdy ktoś Ci złorzeczy, gdy ktoś depcze Twoje skrzydła, gdy rzuca w Ciebie przepełnione jątrzącym się jadem niemocy i odgrodzone od prawdy życia słowa. Słowa pełne śmiertelnych emocji, zimnych, brudnych, trujących. Słowa, które potną Twoją nadzieję, wiarę, przebiją się przez Twoje tkanki, zostaną zamknięte w ciele, uwięzną bezbronne, bo TY…milczysz!

Za każdym razem, gdy zostawisz siebie, zabijasz siebie. To są rany, które zadajesz sobie w niewypowiedzianych słowach, braku obrony własnej godności, z każdym pchnięciem przeciwko sobie, jest Ciebie mniej. Jest bardziej dotkliwie, ból wkradł się w ciało i krzyczy w nim dalej, w każdej komórce tkance Twego ciała, rozpaczliwie krzyczy zmieniając ją, wykrzywiając ją, czasem z żalu wielkiego pożerając ją. Prosi tylko o jedno. Błagam usłysz mnie! Błagam uwolnij mnie! Błagam pokochaj mnie!!!

Choroba rodzi się w każdej myśli, w której nie wybierasz swego dobra, tak długo aż zapisane w ciele zaczną to ciało uszkadzać niszczyć, wykrzywiać, łamać, wykrwawiać, zjadać, zabijać…
Aż ją usłyszysz.

Choroba może być wielkim darem, wybawieniem nas ze zła w którym jesteśmy, postawi Cię w końcu przed pytaniem Kim jestem ? Jak żyję ? Czego pragnę ? Czy żyję tak jak chciałam ? Czy czuję się bezpieczna, kochana akceptowana, przez…Siebie? Czy czuję się wysłuchana ? Czy śmieję się głośno wtedy gdy chcę? Czy tańczę i śpiewam gdy biegam po lesie? Czy mi ze sobą dobrze ? Czy latam we śnie ?

Fundamentalne pytania, może właśnie dlatego, że wydają się nam tak oczywiste nie znamy na nie odpowiedzi. Każą nam wskoczyć w przepaść nas samych, zanurzyć się w tym, od czego zwyczajnie uciekamy dniami, miesiącami, latami, czasem całym życiem, uciekamy w bzdury, w poklask, który gdy zamykasz powieki nie ma znaczenia, w odużacze, oszukiwacze czasu, siebie, w powykrzywiane relacje, które budują misternie kogoś, kim chciałbyś być. Mężczyźni uciekają do skorup władzy, majątku, uznania, a w środku kryje się mały przestraszony chłopiec, którego trzeba zagłuszyć, zapić, wczepić się w jakąś władczą kobietę. Kobiety wiecznie uciekają przed sobą w pracę, w mężczyznę ( tak jakby wymagał zdalnej, całodobowej obsługi ), w dzieci, w tysiące spraw, które są do zrobienia teraz, natychmiast, nie przeszkadzać, nic nie może czekać, nawet problemy sercowo-egzystencjonalne przyjaciółki są ważniejsze od nas samych. Uśmiecham się gdy to słyszę, bo wiem, że życie jest od nas mądrzejsze, gdy nie chcemy usłyszeć siebie, dać sobie czas by się poznać, podoświadczać, pokochać, życie samo ten czas nam podaruje. Ześle chorobę, utratę pracy, rozstanie, zawody, i wtedy po prostu odbierasz swój czas uganiając się od jednej przychodni lekarskiej do drugiej, choroba przywiąże Cię do łóżka, będziesz faszerował się magicznymi kapsułkami, które mają odjąć Ci ból, uśmierzyć, byś dalej mógł pędzić w swoje światy, światy zdobyczy i światy pielęgnowania złości, urazy i nienawiści, wtedy wykręci inną część Twego ciała, wykrzywi, zrodzi kolejny stwór i tak bez końca.

Kiedy spadałam na dno i było mi obojętne, czy jestem, ból był tak wielki, że nie mogłam żyć beż tabletek na wszystko, ale ryk mojej duszy był jeszcze bardziej przenikający, niż ból ciała, który rwał ją na części. Poczułam śmierć, taka, która zapowiada się wcześniej, która daje szansę na odwrót, pojęłam wtedy, że jeśli czegoś nie zrobię nie zmienię, umrę, zacznę spadać w dół, bez powrotu, jak w czarnym tunelu, kiedy tylko próbujesz się chwycić czegoś, czego nie ma i spadasz, z ogromną prędkością, chyba każdy z nas spadał w przepaść czarnego tunelu, niemocy, rozpaczy, rozpadu, po którym nic już nie jest takie same. I właśnie wtedy podczas tej nocy śmierci, kiedy zaczęłam błagać Boga o cud, by mnie uratował, wiedziałam, że już tylko coś wielkiego, nierealnego, wszechobecnego, coś co jest ponad może mnie uratować. I usłyszałam wewnątrz siebie głos: Czy Ty chcesz żyć, bo żyłam jakbym chciała umrzeć, i nagle z całych sił zapragnęłam ratunku. Chciałam wrócić do życia, chciałam żyć, nie wiedziałam jak to się stanie, i co się stanie, czym lub kim będzie ten ratunek dla mnie, powiedziałam tylko TAK, chcę żyć. Od następnego dnia wszystko zaczęło się zmieniać. ”Ktoś’ ‘wziął za rękę, poprowadził przez myśli, zdarzenia, ludzi, zrozumienie….Choroba jako dar…

Przyjmij ją z wielkim błogosławieństwem. Wsłuchaj się w nią. Co mówi ? Czego chce ? Wybacz sobie, pokochaj, uzdrów, wykrzycz swoje Tak dla siebie, dla życia. Każda najmniejsza nawet dolegliwość o coś się upomina, czegoś sobie nie ofiarowałeś. Z chwilą gdy ją przyjmiesz, ukochasz, zrozumiesz, rozpoczniesz swoją najwspanialszą przygodę, wyprawę w życiu, wyprawę po siebie…Po swój własny cud istnienia. Choroba to Twój największy przyjaciel, który przychodzi do Ciebie gdy wszystkie inne próby Twojej duszy odbijały się od Twego milczenia, zaprzeczenia, Twoich, ramion, brzucha, klatki piersiowej, Twego łona,Twoich ust, rąk, palców, nóg, zamkniętego labiryntu myśli. Przyszła do Ciebie, by zwrócić Ci siebie. Byś wreszcie mógł się usłyszeć uwolnić, wyzwolić. Wyprowadzi Cię z tego gąszczu na Twoją rajską plażę. Z chwilą kiedy pozwolisz jej prowadzić się, uszanować, zaufać. Kiedy wypowiesz swoje TAK, TAK dla siebie ,byś mógł urodzić się i odkryć jeszcze raz, TAK pragnę żyć, tak jak chcę, TAK pragnę kochać tak jak chcę, TAK pragnę pójść swoją drogą, TAK dla Twojego życia, TAK bo jestem cudem. Przeprowadzi Cię przez uzdrowienie, w którym dowiesz się wszystkiego, tego dlaczego??? i tego jak ? Co dalej ? Zaufaj. Przyprowadzi Cię w miejsce, że usłyszysz swe serce i zobaczysz swą piękną boską twarz. Choroba jako od Boga wielki dar…

Kamila Wojciechowicz

Kamila,slonce,kwiat

 

Jeśli podobał Ci się przekaz Skrzydeł Duszy i wniósł w Ciebie coś wartościowego, możesz nam udzielić wsparcia na rozwój bloga. Dziękujemy : )
Wspieram

Lub tradycyjnie na konto: 51 1020 2791 0000 7202 0023 8006

Dodaj komentarz

Close Menu